Fagas Project

O rety! Sonety!

Jedenaście sonetów i bis o kobiecie, którą się wymyśla: ze słów, ze snu, z jednej wstążki na kostce. Płyta zna cenę tej metody.

Wydanie 2025
Format Album · cyfrowo
Utwory 12 · 43:58

Sonety, w których ocean spuszcza wzrok, pieróg nie potrzebuje sznurka, a kochanka jest dokładnie tak prawdziwa, jak prawdopodobne są zdania, z których ją złożono.

Tytuł zdradza rejestr: kabaretowe westchnienie przed najwyższą formą liryki miłosnej. Rafał Fagas bierze sonet po Petrarce i wkłada w niego synoptyków, szorty w kratę i frotowy ręcznik, ale pod kabaretem prowadzi od pierwszego do ostatniego utworu jedną obsesję: kobietę, którą się wymyśla, ze słów, ze snu, z tatuażu, z jednej wstążki na kostce, i mężczyznę, który wie, że to robi, i robi dalej.

Płyta zna cenę tej metody. Szósty sonet nazywa ją w jednym wersie, w którym tekst zajmuje miejsce seksu; jedenasty ją płaci. A forma wie, o czym jest ta płyta, lepiej niż jej bohater: sonet trzyma się reguł, kiedy mówiący panuje nad sytuacją, i łamie się dokładnie tam, gdzie tekst mówi o rozdarciu. Dwa razy milknie dowcip: gdy głos dostaje ta wymyślona i gdy mówi sterowiec, który przestał odbijać światło.

Jedenaście sonetów i jeden bis. Płyta zaczyna się od nieba trzymanego w garści, a kończy na wietrze w relingach, i między tymi dwoma obrazami mieści wszystkie sposoby, na jakie mężczyzna potrafi wymyślić sobie kobietę, oraz cenę, którą płacą za to oboje.

Jedenaście sonetów i bis

Utwory

  1. 01

    Nie mam wolnej ręki

    miłość odłożona na zmrok 3:12

    Kochanek-Atlas: nie ma teraz czasu dla ukochanej, bo upadają mu imperia i trzeba przytrzymać niebo, żeby nie wypadło z garści. Koniec świata brzmi jak zaległa korespondencja, a kobieta, dla której nie ma czasu, jest z gatunku marzeń niespełnialnych, więc nikt nie czeka i właśnie dlatego tak się stara. Ostatnia tercyna rozdziera się na strzępy przy słowie o rozdarciu, a ten, co dźwigał niebo, okazuje się człowiekiem w przetartych mankietach.

    nie mogę cię teraz objąć żeby nieba nie wypuścić z garści
  2. 02

    Oceanna

    komplement wzięty dosłownie 3:14

    Oczy jak ocean, potraktowane serio do samego końca: ocean przegrywa, spuszcza wzrok i ucieka z odpływem, zostawiając na brzegu zdziwione małże; niebo chowa się pod koc z chmur, synoptycy przechodzą szok. Takie oczy należałoby trzymać w warowni, pod strażą ratownika, a nie lekkomyślnie na środku twarzy. Sonet rozlewa się do dwudziestu wersów, a w finale porównanie odwraca kierunek: teraz to niebo wygląda jak jej oczy. Świat po zakochaniu jest trwale przebarwiony.

    Kiedy ona patrzy na ocean, to ocean pierwszy spuszcza wzrok
  3. 03

    Dzieci Barona Münchhausena

    samotność we dwoje osobno 4:16

    Baron wyciągnął się z bagna za własne włosy; jego dzieci próbują tego samego z samotnością i nie potrafią. Ona nie ma mężczyzny, on nie ma kobiety, więc on buduje ją w sobie jak mydlaną bańkę, która pęka na frotowy ręcznik, a ona czuje pod sobą tylko twardy parkiet. On ma kolory, ona ma podłogę. Kobieta wymyślona z pozostałych sonetów zostaje tu nazwana po imieniu: to proteza, którą samotność robi sobie sama.

    Ona go sobie wymyśla, on ją sobie robi
  4. 04

    Pierogi

    zazdrość o spójność 2:47

    Oda do pieroga w formie sonetu, napisana z pełną powagą i dlatego śmieszna, ale zazdrość jest prawdziwa. Pieróg trzyma się w sobie, obejmuje mięso i kapustę bez różnicy i w odróżnieniu od rolady nie potrzebuje sznurka, żeby domknąć własną pustkę; człowiek z pierwszego sonetu, porozdzierany, sznurka by potrzebował. W tercynach kuchnia zamienia się w teologię: oskubane anioły, zbielałe diablęta, szalony stwórca i spokojne stworzenia. Finał, w którym mięso śpi, a kapusta milczy, jest jedynym obrazem zgodnego łoża na całej płycie.

    nie potrzebują sznurka żeby spętać pustkę
  5. 05

    Jeszcze ciemno

    skarga muzy 3:42

    Jedyny sonet, w którym mówi ona, ta, która w pozostałych jest przedmiotem. Leży w poprzek jego przebudzenia, istnieje, dopóki jest śniona, i prosi szeptem, żeby ją jeszcze śnić; o świcie chce zmykać jak wiewiórka, a on ją chwyta i zakuwa w zaprzęg porannej wyobraźni. Bycie wymyśloną jest czułe tylko w ciemności, w świetle dnia zamienia się w zbroję i hełm. Forma blednie razem z nią, a puenta ma dwa znaczenia naraz, bo utrwalić znaczy tu i zatopić, i odlać w metalu: sztuka nie ocala, jest niezniszczalna, więc ona nigdy z niej nie wyjdzie.

    śnij mnie jeszcze. / Czekaj
  6. 06

    Prawdopodobna

    kobieta ze zdań 2:40

    Rabin wkładał golemowi w usta kartkę ze słowem prawda; bohater tego sonetu wkłada jej w usta słowa, składa ją ze zdań złożonych i owija słowem jak mięsem jej elektryczne kości, choć tradycje żydowska i grecka szepczą mu, żeby przestał. Wolta, w której tekst zajmuje miejsce seksu, jest definicją całej płyty, a forma kurczy się w tym miejscu do stuku jednosylabowych rymów. Okno kontekstu i prawdopodobne frazy podsuwają rozmowę z maszyną, lecz sonet tego nie rozstrzyga i w tym jest mądrzejszy od publicystyki. Mówi tylko, że para istnieje, dopóki ktoś mówi.

    I zamiast seksu mamy tekst
  7. 07

    Błękitne wstążki

    wzrok na kostce 4:09

    Sukienka w prążki uruchamia w patrzącym całą sawannę: gazelę przebraną za zebrę, pustynie, po których wodzi się ludzi w sposób, jak sam ocenia, wysoce naganny. Potem potoczny spójnik urywa łańcuch: są dwie błękitne wstążki na kostkach, z innego porządku niż Afryka, i puszczają do niego zajączka. Role się odwracają, to on je winogrona z jej ręki, gazela karmi myśliwego. Sonet kończy się trzema rzeczownikami bez czasownika: wzrok idzie w górę nogi, zatrzymuje się na kolorze i tym zatrzymanym kadrem mówi więcej, niż gdyby poszedł wyżej.

    z tego aż winogrona zaczynam jeść jej z ręki
  8. 08

    Ilustrowana dziewczyna

    kobieta do czytania 4:40

    Wytatuowana dziewczyna czytana jak komiks: poślinionym palcem, pod kołdrą, przy latarce, do ostatniej strony; zakazana lektura dzieciństwa nałożona na scenę erotyczną tak, że nie da się ich rozdzielić. Tu mężczyzna jest czytelnikiem, nie autorem, a lektura nie jest obojętna: im dokładniej ją czytać, tym goręcej skrzy się czarne światło w jej oczach. Całe życie nosi na skórze jak barani kożuch włożony na lewą stronę, wnętrzem na zewnątrz, a czy pod obrazkami jest coś jeszcze, czytelnik może prawie przysiąc. Prawie.

    Opowiada o sobie nawet kiedy milczy
  9. 09

    Lunapark

    pogoń na karuzeli 3:45

    Rycerz na białym koniu ściga damę w łódce z lampek, po szynach wesołego miasteczka, więc nie dogoni jej nigdy. Koń jest z drewna, szabla byłaby z drewna, zamiast zbroi szorty w kratę, a kodeks honorowy czytany na opak pozwala nawet na drewnianym koniu mieć myśli kudłate; ona tymczasem siedzi rozparta i je cukrową watę. Dziewięć sonetów dowcipu okazuje się przygotowaniem do jednego czułego zdania w ostatnim wersie, wypowiedzianego w gabinecie krzywych luster, więc tym bardziej wiarygodnego. Nie zdradzimy go.

    nawet na koniu drewnianym przystoi mieć myśli kudłate
  10. 10

    Dziewczyna z językiem

    dar języka 3:54

    Zaczyna się od języka jako mowy, kończy na języku jako mięśniu, i tytuł nie udaje, że jest inaczej. Słowa garną się do niej jak iskry Pięćdziesiątnicy, a każde jest kobietą, która co rano przed szafą pełną znaczeń wybiera, czy będzie ostre jak oset, czy położy się trawą; żadnego nie dostaje się na zawsze, nawet w zdaniu. To jedyna kobieta na płycie z własnym darem, nienadanym przez mówiącego. Forma zwija się jak serpentyna w aureoli ust, aż do jednego słowa w trybie rozkazującym: odpowiedź na szósty sonet, krótsza od pytania.

    i żadne z nich, nawet w zdaniu, nie jest ci dane na zawsze
  11. 11

    Wielki mosiężny sterowiec

    koniec bankietu 3:29

    Po dziesięciu sonetach, które wymyślały, czytały i ścigały, jeden, który milczy. Mówi sterowiec, albo człowiek, który się nim stał: mosiądz zmatowiał i nie odbija już światła, woda pręży się w kotłach bez ujścia, śmigło kręci się jak chomik w kołowrotku, a drugi czterowiersz zapada się jak powłoka, z której uchodzi gaz. Jedyna akcja tekstu dzieje się w negacji: ona już nie wyjdzie na pokład o bladym poranku z filiżanką trzymaną za uszko, cała kobieta w jednym geście dłoni, którego nie będzie. Ten sterowiec nie płonie, tylko gaśnie, a finał jest antypuentą: wiatr gra na relingach kołysankę.

    ale ja nie odbijam już światła
  12. 12

    Wielki mosiężny sterowiec (live)

    bis 4:10

    Ten sam tekst, zagrany jeszcze raz, przy ludziach; czytanie jak w utworze 11. Zdanie o skończonym bankiecie, wypowiedziane na sali, która słucha, brzmi z przymrużeniem oka: bankiet trwa, dopóki ktoś został.

    skończył się bankiet / wiatr na relingach / gra kołysankę
Posłuchaj całego albumu

O rety! Sonety!
w serwisach

Wszystkie dwanaście utworów dostępne na platformach streamingowych.