O rety! Sonety!

Dzieci Barona Münchhausena

Mimo zamkniętych oczu nie potrafią niestety unieść siebie z podłogi. Choć stają na palcach i zaciskają myśli – to im nie wystarcza Ona nie ma mężczyzny. On nie ma kobiety. On buduje ją w sobie jak mydlaną bańkę o wyuzdanych kształtach i kolorach tęczy co pęka niespodzianie na frotowy ręcznik Ona czuje pod sobą tylko twardy parkiet. Mimo zamkniętych oczu nie potrafią niestety unieść siebie wysoko aż po ból i skowyt Ona nie ma mężczyzny. On nie ma kobiety. Ona go sobie wymyśla, on ją sobie robi żeby ponad pościelą, żeby znad parkietu unieść siebie nawzajem, za włosy, za głowy