Gdy obudzisz się dzisiaj ze mną na powiekach
szepnę cicho - nie mrugaj bo mnie to łaskocze
bo bardzo jestem czuła gdy tak leżę w poprzek
twojego przebudzenia,
śnij mnie jeszcze.
Czekaj
aż będę przezroczysta, aż mnie zmyją z ciebie
twoje ranne fantazje tkwiące jedną nogą
w światach snu, w dziupli drzewa, pod zimną podłogą,
te w których mnie utrwalasz
gdy staję się ledwie
dostrzegalna.
Właśnie w chwili, gdy dzień na mnie naprze
gdy zmykać chcę jak wiewiórka, gdy się zmieniam w lisa
a ty mnie wtedy chwytasz i zakuwasz w zaprzęg
porannej wyobraźni.
W zbroję żądz i w szyszak
chorych fabuł.
Utrwalasz i topisz na zawsze
w niezniszczalnych obrazach, filmach, rękopisach.