O rety! Sonety!

Lunapark

Na białym koniu Cię ścigam. Przestrzeń przeszywam jak dratwa malując palcami smugi na rozmytym wszechświecie obok i grają mi katarynki kiedy dzielnie pędzę za Tobą. Uciekasz łodzią przybraną w kolorowe, tętniące światła. I grają mi werble i trąbki i z pewnością gdybym miał szablę byłaby ona drewniana w sam raz do ścigania Cię wokół pasująca do konia zawsze spiętego do skoku i do machania nad głową. Ścigam Cię. Ścigam ty Diable. Być może nie przystoi rycerzom nosić szortów w kratę i nie mieć na podorędziu żadnej z jedwabnych chustek lecz nawet na koniu drewnianym przystoi mieć myśli kudłate gdy niczym syrena na dziobie przestrzeń rozcinasz biustem siedzisz rozparta w łodzi i zjadasz cukrową watę ty, która jesteś piękna nawet przed krzywym lustrem.