Fagas Project

Bogowie rzeczy niedużych

Dziesięć słowiańskich demonów, które zmieniły adres: zamieszkały w głowie, na ekranie, w kredensie i na orbicie, i dalej zabierają ludzi.

Wydanie 2026
Format Album · cyfrowo
Utwory 10 · 40:18

Dawne demony nie wymarły. Przeprowadziły się i dalej robią to, co zawsze: zabierają ludzi, nie zabierając ich z domu.

Dziesięć słowiańskich demonów, ale żaden nie występuje we własnej osobie. Na tej płycie mówi ten, kto został: matka, bezsenny, porzucona, stratny. Demon jest skutkiem, i właśnie dlatego da się go rozpoznać w czymś, co dziś nosi inną, bardziej kliniczną nazwę. Rafał Fagas tej nazwy nigdy nie wypowiada. Zostawia ludową i pozwala, żeby obie spotkały się w głowie słuchacza; to nie kostium, lecz pierwsza psychologia, która okazuje się dokładniejsza od drugiej.

Skala rośnie od utworu do utworu: wiatr w czaszce, woda w domu, lód ekranu, iskry nad dachami, aż po niebo, które patrzy i nie pomaga. Dwa demony są tu kochane. Grzenia jako jedyny zaprasza, a Zwodnica odchodzi i okazuje się, że bez niej jest gorzej. Ten niuans ratuje płytę przed moralizowaniem: nikt tu nie ostrzega, każdy opowiada.

Album otwiera zaginięcie bez wieści, zamyka zaginięcie z listy. Pomiędzy ktoś woła do nieba o zmiłowanie, a niebo na końcu odpowiada odmową. Demony nie potrzebują już rozstajów. Mają nasze adresy.

Dziesięć portretów tych, którzy zostali

Utwory

  1. 01

    Bełt

    demencja 4:30

    Ludowy Bełt to wir na jednej krótszej nodze, który porywał wędrowców na rozstaje; tutaj wieje w środku. Zwrotki relacjonują zaginięcia tonem radiowego komunikatu, refren mówi od wewnątrz, głosem człowieka, który obraca kożuch na lewą stronę i mimo to gubi się na ruchomych schodach. Wystarczy, że ten, o którym mówiono, zacznie mówić sam, i wiadomo: nikt nie wyszedł z domu. Rozpacz nie mieszka w jego głosie, mieszka w niepewności tych, którzy szukają.

    kręcę się tak jak kręci się Ziemia / ciągle w drodze
  2. 02

    Śląkwa

    depresja 4:44

    Bogini słoty nikogo nie napada. Idzie błotną drogą, płacze, a jej pogoda zaciąga kotarę na horyzont i wsiąka w mieszkanie. Pierwsze zwrotki są jeszcze prywatne; trzecia wpuszcza do piosenki o smutku wariujące dzieci i trzaskające garnki, i pojedyncza osoba staje się mnogą. Nikt tu z niczym nie walczy, tu się mieszka, i dlatego tekst nie kłamie. Depresja jako meteorologia, podana z precyzją.

    ponad zamglonym polem wilgoci się cisza
  3. 03

    Rusałki

    ekranowa intymność 3:49

    Wodne panny zatańcowywały chłopców na śmierć. Tafla zamarzła i nazywa się ekranem; pod palcem jest puszek klawiszy zamiast skóry, a ona, utkana ze słów, prawie przekona, że istnieje. Refren w rytmie przyśpiewki każe tańczyć za trzech i piosenka uczciwie przyznaje, że to przyjemne. Dopiero w ostatniej zwrotce ktoś, kto przegrał z rusałkami o ciebie, mówi jedno zdanie z innego porządku. Utonięcie kończy się dziś wygodniej niż w micie, i dlatego trwa dłużej.

    ciała za lodem ekranu przemyślnie ukryte
  4. 04

    Mamuna

    wina 3:40

    Mamuna podmieniała niemowlęta zostawione przy otwartych drzwiach. Tutaj mówi matka, a odmieniec jest dorosły: od czterech lat leży uśmiechnięty, zapatrzony w sufit, ze strużką mleka w kąciku ust. Strofa o mleku w kolorze tęczy podsuwa jedno wyjaśnienie, ale piosenka nie zamyka innych; matka wie tylko, że patrzyła w inną stronę. Na końcu nie ma puenty, jest cisza i dwa słowa winy, powtórzone bez rymu. Jemu jest dobrze. Cierpi tylko ona.

    Drzwi nie zamknęłam, oczy zamknęłam
  5. 05

    Kłobuk

    gra o sumie zerowej 3:50

    Warmiński demon domowy nigdy nic nie wytwarzał, tylko przenosił iskrami cudze dobro do jednej chaty. Giełda w jednym obrazie: Staszek sprzedał krowę za pakiet akcji, Wojtasowa trzyma bitcoiny na wypadek wojny, a serwis ekonomiczny brzmi jak wyliczanka dla dzieci. Gawęda jest ciepła i ma haczyk: narrator też patrzy w górę, bo to jego pieniądze lecą do sąsiada. Finał to kalambur, w którym znicz i świeca z wykresu są jednym słowem; po nim lot Kłobuka to już kondukt.

    zapal za nich świeczkę / w giełdowych wykresach
  6. 06

    Latawiec

    kochanek na jedną noc 4:15

    Spada z nieba jak meteor, bo sama go sobie wyprosiła od księżyca; kocha do świtu i znika. On ma w refrenie jedną czułą, pustą formułę i nie zmieni w niej ani słowa. Ona rozpada się ze zwrotki na zwrotkę, a czas mierzy kolorem jego koszuli: biała, szara, czarna. Piosenka nie oskarża nikogo; pokazuje, jak pragnienie ściąga demona, a demon żywi się pragnieniem. Ostatnia tęsknota brzmi już po tym, jak jej nie ma.

    Raje w nocy. Piekła we dnie
  7. 07

    Grzenia

    eskapizm 4:15

    Kaszubski duszek snu, jedyny demon, który nie straszy, tylko zaprasza: na piwo do sąsiedniej galaktyki, do pałacu za śmieszną sumę za metr, na morsowanie w ciekłym azocie. Zwrotki jawy są krótkie i zmęczone, refreny marzeń ciągną się bez końca; proporcja jest diagnozą. Każda wyprawa kończy się budzikiem nastawionym na szóstą, a kumpelski ton ścisza się w modlitwę do Anioła Stróża, w której anioła zastąpił Grzenia. To, co miało chronić, zabiera dni.

    Grzenia - koleżka i ucieczka, bezbrzeżne oceany
  8. 08

    Zwodnica

    los 3:27

    Kobieta w czerwonych rękawiczkach wyprowadza go na złą uliczkę, wprowadza się do niego i prowadzi w odwróconym walcu; on jest krosnem, które nie zna wzoru, i jest trzymany na smyczy, która jest też smyczkiem. A gdy odchodzi, piosenka robi woltę: bez niej jest gorzej. Zostało nieszczęście przewidywalne i nieudane jak ciasto, które nie wyrosło. Jedyny bohater płyty, który chce swojego demona z powrotem, bo zwodzenie było jedyną rolą w planie losu.

    poprzestawiała mi życie jak filiżanki w kredensie
  9. 09

    Kikimora

    bezsenność 4:03

    Dwa głosy na jednej poduszce: kołysanka dla dorosłego, z kluczem w sieni i kończącą się baterią, i refren z obrzędu wywoływania duchów, w którym wywołane zostają własne myśli, biegnące w kołowrotku jak szczury. Kołysanka ma w sobie wyrok, że nic się nie odmieni, a opiekun w końcu kapituluje i stwierdza dzień. Świt jest tu dowodem porażki, plamą cienia na ścianie o trzeciej rano, i Kikimora pracuje dalej.

    Przerażającą świtu plamą / jest okna cień o trzeciej rano
  10. 10

    Lelek

    zdradliwe niebo 3:45

    Nocny ptak, zwiastun śmierci, śpiewa dziś z kosmicznego drzewa jako białe punkty na orbicie, niestrudzenie i bez przerwy. Ktoś zniknął z listy za słowo, ktoś nie wysiadł z wozu, osmalona Matka Boska pilnuje miejsca po wiosce, a trzecia zwrotka mówi gramatyką raportu. Jedyny utwór bez pierwszej osoby, bo przed stuokim niebem nie ma prywatności. Płyta otworzyła się zaginięciem bez wieści, zamyka zaginięciem z listy, a niebo, do którego wołano o zmiłowanie, odpowiada odmową.

    osmalona matka boska / tutaj kiedyś stała wioska
Posłuchaj całego albumu

Bogowie rzeczy niedużych
w serwisach

Wszystkie dziesięć portretów dostępne na platformach streamingowych.