Fagas Project

Lekko

Lekka jest tu tylko forma. Pod kupletami siedzą mężczyźni, którym przypadł kciuk, miejsce jedenaste i stary por z szafki.

Wydanie 2025
Format Album · cyfrowo
Utwory 9 · 26:59

Dziewięciu mężczyzn, którzy patrzą, tokują i przegrywają, a rym jest ostrzejszy od każdego z nich.

Przegrywają z narodami, z narzędziami, z serialem, ze schodami. Dworak, któremu z całego ramienia damy został jeden paliczek. Mąż na all inclusive, który ćwiczy wyłącznie mięśnie gałek ocznych. Tenor, który śpiewa o lesie, a liczy fotele. Fagas nie szydzi z nich z góry: daje im mówić do końca, a resztę robi rym, który na tej płycie jest narzędziem precyzyjnym. Kuleje tam, gdzie kuleje bohater, i nudzi tam, gdzie nudzi się jego życie.

Literatura jest tu rekwizytem, nie ozdobą. Aria zaczyna się jak u Moniuszki, kruk puka jak u Poego, a czytelnik-patriota jedzie przez step na szkapie z lektury szkolnej, z Sienkiewiczem w tytule. Pomyłki są celowe i nikt ich nie poprawia. Kto ich nie wyłapie, jest bohaterem tej płyty.

Łuk prowadzi od pożądania bez obiektu, przez satyrę, do miłości z imieniem, podwójnym, wołanym przez wykop, i do zazdrości, która ma kształt spirali. Pod lekkością siedzi starość, samotność i tancerka z Żor; nie na tyle, by album posmutniał, ale na tyle, by żart miał ciężar właściwy. Lekko jest tylko nam.

Dziewięć portretów

Utwory

  1. 01

    Kciuk

    kolejka do kobiety 2:24

    Dworską formułę o całowaniu rączek ktoś wziął dosłownie i rozciągnął w mapę: ramię damy jest terytorium, na którym każde mocarstwo ma już przyczółek, a naszemu kawalerowi przypadł kciuk, bo tyle terenu zostało wolne. Nie buntuje się. Robi z poniżenia etykietę i powtarza klęskę w refrenie z elegancją formuły grzecznościowej, podczas gdy dziecinny tupot zamienia zdobywców w marsz zabawek. Jedyny smutek tego galanta mieści się w wielokropku.

    lecz cóż – całuję ciebie w kciuk…
  2. 02

    Dreptak na plaży

    męskie spojrzenie na wakacjach 3:50

    Dreptak ćwiczy na urlopie jeden mięsień, ten od gałek ocznych, i pręży go z dumą zawodnika. Obok śpi żona porównana do zwierzęcia zapomnianego przez ekologów, między nimi parasol wbity w piasek jak słupek graniczny państwa, którego nikt już nie pilnuje. Narrator ogląda go jak owada, aż w refrenie sam wpada w zachwyconą liczbę mnogą i przyłapuje na tym samym spojrzeniu czytelnika. Finał wygląda na nawrócenie, a jest zmianą plaży na zimniejszą.

    sam już nie wie gdzie ma patrzeć i na co
  3. 03

    Aria do pierwszego rzędu

    tenor na polowaniu 3:35

    Aria zaczyna się jak u Moniuszki, z jedną zamienioną sylabą, przez którą górski szczyt zamienia się w kurzą grzędę, i od tego obniżenia wszystko leci w dół. Tenor śpiewa o lesie, a liczy fotele; nie widzi kobiet, widzi numerację, bo chodzi o typ, nie o osobę. Komizm trzyma się do zdania, w którym bohater wspomina w trzeciej osobie młodszego siebie. Od tego miejsca triumfalny ton niesie elegię, a jedyna znaczy tyle, że na więcej nie starcza wzroku.

    gdy był młodszy zamiast rzędu / zwykł ogarniać trzy
  4. 04

    Naszą szkapą i mieczem

    patriotyzm lekturowy 2:41

    Bohater przeczytał w życiu wiele i wszystko zlało mu się w jednego konia: Kmicic dostał giermka z Cervantesa, chochoł trafił na cudze wesele, a Norwid poszedł na konto Mickiewicza. Fagas nie komentuje ani słowem; pozwala mu wykładać tonem profesora i czeka, kto wyłapie pomyłki. Jedno zdanie refrenu jest prawdziwe: że wierzchowiec jest trochę szkapą. Bohater o tym wie i kocha go właśnie za to, a pomieszanie okazuje się formą wierności.

    może ona jest faktycznie trochę szkapa / lecz to rdzennie nasza szkapa, nasza – polska
  5. 05

    Gaśnica

    pokusa i jednorazowość 3:00

    Dziewica idzie drogą do klasztoru albo na dwór, a na środku drogi stoi gaśnica, czerwona, pękata, z terminem ważności. Alegoria jest tak przezroczysta, że przestaje być tematem. Tematem jest to, że w tej baśni sumienie ma przedmiot, nie człowiek: to sprzęt pożarniczy powstrzymuje akt, powołuje się na apostoła Pawła i wygłasza morał o tym, że pierwszy raz zużywa obie strony. Pieśń dziadowska z instrukcją BHP wmontowaną bez szwu; niewinność jest tu głupia, pokusa mądra.

    ja działam sekund dwanaście / a mówią – ducha nie gaście
  6. 06

    High-hop

    nuda dobrobytu 2:50

    Nawijka z kamienicy, w której nikt nie myje się w miednicy, za to mieszka prokurator, pisarka i jeden były książę; dozorca grozi palcem, kawior trzeba zjadać, a wieczorem spaceruje się po ogrodzie. Jeden rym ciągnie się przez całą ostatnią zwrotkę, bo nic się nie zmienia: forma nie opowiada o nudzie, forma nudzi. Bohater marzy o bloku, który zna z okna, snobizm na odwrót. Ale kluczem refrenu nie jest ławka ani piwo, tylko gromada kumpli. W kamienicy są sąsiedzi. Kumpli nie ma.

    z kumpli gromadą na ławce pić żywca / nie musieć ćwiczyć już więcej na skrzypcach
  7. 07

    Prawie Kruk

    żałoba przy Netflixie 2:58

    Ktoś drzemie na tapczanie przy serialu i słyszy pukanie, choć ma dzwonek. Kto zna Poego, rozpozna strofę co do sylaby; kto nie zna, i tak zaśmieje się z rymu, który zestawia rzekę zmarłych z platformą streamingową. Zamiast zmarłej kochanki jest tancerka z Żor w czarnym boa, która odeszła nie dlatego, że umarła, lecz dlatego, że była za bardzo żywa; zamiast popiersia bogini szafka z pierogami. Co kruk wykrakał, sprawdźcie sami. Dość powiedzieć, że pachnie perfumami.

    nie wiedziałem czy to jawa czy to jeszcze mi się śni / Przecież dzwonek mam u drzwi
  8. 08

    Archeolożka

    zazdrość o wykopaliska 2:52

    Namiot nad Wartą, ona ma wargi pełne i blade, i wtedy ktoś z offu krzyczy o odkryciu. Znika. Rywalem nie jest mężczyzna, tylko szpadel, a w następnej zwrotce pędzelek: narzędzia coraz mniejsze, zazdrość ta sama. To jedyna na płycie miłość do kogoś z imieniem, i to podwójnym, wołanym przez pole jak przez wykop. Bohater przegrywa z jurą i paleolitem, więc wchodzi w jej logikę: skoro ona odkrywa warstwy, on zostanie warstwą i poczeka. Ta nadzieja ma w sobie wyrok, bo odkrytym zostaje się po wszystkim.

    tak boleśnie rozkoszne jest lato / kiedy dzielić Cię trzeba z łopatą
  9. 09

    Kręto

    zazdrość spiralna 2:49

    Kręte schody do kobiety z krętymi włosami. W górę bohater czuje się arystokratą, w dół, z każdym piętrem bliżej parteru, dopadają go myśli, których nie zapraszał: to, co jemu zawróciło w głowie, zawróci przecież każdemu. Zazdrość nie ma tu dowodu, ma kształt. Jedno słowo przechodzi przez tekst w pięciu znaczeniach, a refren sam jest spiralą, ten sam początek i za każdym razem inne zakończenie. Pociecha z nieba jest banalna jak przysłowie, bo tylko banał koi. Po ośmiu mężczyznach, którzy patrzą, ostatni ma kobietę i schody do niej.

    zawijasy pisane czarnym / temperamentem
Posłuchaj całego albumu

Lekko
w serwisach

Wszystkie dziewięć utworów dostępne na platformach streamingowych.