Wiatr znad Warty gorącym łopotem
tak niebiańsko potrząsał namiotem
a ty wargi miałaś pełne i blade
gdy ktoś krzyknął – (odkrylim osadę!!)
i zniknęłaś szepcząc mi - (potem...)
i raz jeszcze wszedł mi w paradę
nienawistny, złowieszczy,
obłocony, szyderczy –
szpadel
Ref.:
Oooo jak słodko
Oooo jak gorzko
moja piękna archeolożko!
tak boleśnie rozkoszne jest lato
kiedy dzielić Cię trzeba z łopatą
o Izabeeelllo-Agato!
Świerszcze grały w biebrzańskim dorzeczu
wymarzony przybliżał się wieczór
uśmiechałaś się do mnie nieskromnie
gdy ten okrzyk: (mamy polichromię!!)
i zniknęłaś ulotny aniele
i poczułem żem warty niewiele
więcej niż ten złowieszczy
zapiaszczony, szyderczy
pędzelek
Ref.:
Oooo jak słodko
Oooo jak gorzko
moja piękna archeolożko!
tak boleśnie rozkoszne jest lato
kiedy dzielić Cię trzeba z łopatą
o Izabeeelllo-Agato!
Tak nad Gwdą, Nysą Kłodzką czy Biebrzą
oczy moje szaleją i żebrzą
a ty zamiast mnie sobą czarować
wolisz czyścić grobowiec prasłowian
Najpierw jura i paleolity –
ja ostatni zostanę odkryty
To nadziei kropelka
Twoja czuła, niewielka
szpachelka
Ref.:
Oooo jak słodko
Oooo jak gorzko
moja piękna archeolożko!
tak boleśnie rozkoszne jest lato
kiedy dzielić Cię trzeba z łopatą
o Izabeeelllo-Agato!