Cztery razy szybciej niż dźwięk biegnie myśl o drugim człowieku.
„Supersonic I" to cztery miniatury o jednym uczuciu, rozpisanym na cztery rejestry. Mówca tych piosenek jest skrybą własnego zauroczenia — protokołuje je „z rzetelności dziennikarskiej", mapuje jak kartograf, pisze sonetem. Im chłodniej brzmi forma, tym goręcej widać, że nie panuje nad treścią: cała ta precyzja istnieje po to, by nie powiedzieć wprost rzeczy najprostszej.
Trzy razy patrzymy z bliska na jedno ciało — najpierw przez pryzmat braku i tęsknoty, potem jako na teren do zmierzenia, w końcu jako na ciepłą kartkę o poranku. Pożądanie powoli mięknie w czułość, a ironiczny język odsłania pod spodem zwykłą bezbronność. Aż na koniec kamera się cofa: zamiast sypialni — pole, zamiast dwojga — tłum, który woli spać niż się obudzić.
Inwentaryzacja braku, spisana z udawaną rzeczowością urzędnika: ręki „nie stać na najlżejszy gest", policzek „poległ bez tchu". Wtręty „z rzetelności dziennikarskiej" są maską, pod którą drży zwykła tęsknota za czyjąś dłonią. Ktoś puka do drzwi — przez judasza widać, że to nie ona, tylko własna słabość przyszła w odwiedziny.
To przyszła Słabość / moja słabość do Ciebie
Tu mówca jest kartografem: ciało kochanki to teren do zmierzenia — uda jak „dumne diuny Sahary", wąwozy i równiny wpisywane „na swoje mapy" pod ukrytym księżycem. Niemoralność smakowana jak przewinienie, kolejne zachwycenie dopisane „do sumy moich zachwyceń". Geografia rozpalona wbrew porze roku.
rozpalam w Europie wschodniej Afrykę w środku zimy
Najcichszy utwór i jedyny pełny sonet. Ranek przed pierwszą kawą; ona obraca się „dostojnie, nieumalowana", jak płyta na gramofonie, i im szybciej wiruje, tym pewniej „się pisze" pod palcami. Wiersz o pisaniu wiersza w chwili przeżywania go — pożądanie mięknie tu w czułość, a kobieta zamienia się w tekst, nie tracąc ciepła ciała.
Jak żagiel co dać może pęd nie łamiąc ciszy
Krajobraz zmienia się z sypialni w pole. Kapuściani ludzie tkwią „po uszy w księżycowej polewie", głowy w srebrnym pyle, dostatni i bezpieczni; refren obwołuje to wiecznością. Obudzić ich, stanąć „nago w jasnej ramie okna", to „zbrodnia krwawa i okropna". Najostrzejszy żart EP-ki i jej najmroczniejszy obraz: zbiorowość, która woli spać, niż się obudzić.
kapuściane pola są wieczne / kapuściane pola forever