Fagas Project

sahara

Litania do krainy, której nie ma na mapie, żeby mieć gdzie pokazać komuś, jak się wygląda rano i jak zmęczonym.

Wydanie 2026
Format Singiel · cyfrowo

Pisane małą literą, jak zdrobnienie: to nie geografia, tylko prywatny adres.

Obietnice są najskromniejsze z możliwych: pokażę ci, jak umiem rano się uśmiechać, boso, w rozcięciu kotary, rozczochrany; pokażę ci wieczorem przymrużone oczy, skarpetki od pary i twarz koali z całym dniem na karku. Tyle że obie mają warunek: kiedyś, gdy dopłyną do brzegów sahary. A sahara, do której płyną, jest zielona i pełna płytkich jezior. Pustynia bez piasku, woda, w której nie da się utonąć. Kraina trzy razy niemożliwa, więc trzeba ją sobie wymodlić. W prawdziwej geografii nie ma miejsca, w którym czyjś rozczochrany poranek liczyłby się jako cud; trzeba je wymyślić i modlić się do niego.

Bo to nie jest piosenka o miłości; to litania. Dwie lustrzane strofy, poranek i wieczór, a między nimi wezwanie, atrybuty i prośby jak z Loretańskiej: opiekunka zwierząt i zagubionych ludzi, obmywanie stóp, zmiłowanie. Para zalicza się do zagubionych, a przez koalę także do zwierząt. Ta sama prośba, którą „Śląkwa” wypowiada z rozpaczy, tu jest powiedziana z uśmiechem; ta sama Sahara, która w „Udanym wieczorze” była erotycznym upałem, tu ma temperaturę domu. Koala chroni ten tekst przed słodyczą, ostatni wers przed naiwnością.

Jedyne poważne miejsce utworu to jego ostatni wers. Pod domowym obrazkiem zostaje wiedza, że takie miejsce jest łaską, nie własnością, i że jeszcze tam nie dopłynęli.

Posłuchaj singla

sahara
w serwisach

Dostępny na wszystkich platformach streamingowych.