Trzy coraz młodsze głosy, ta sama treść. Głosy młodnieją, ród dojrzewa.
Matka, córka, wnuczka. Matka wybrała zawód, córka się nim fascynuje, wnuczka już nie wie, że można inaczej. Ta płyta nie jest o przemocy; jest o tym, jak przemoc staje się w rodzinie normalnością, od decyzji przez naśladowanie po naturę. A język rozkłada się dokładnie w tym tempie, w jakim przemoc traci ciężar: od kołysanki, przez pamiętnik nastolatki, po przedszkolne seplenienie, w którym nawet nazwa broni gubi spółgłoski.
Nie ma tu jednego słowa oburzenia, bo oburzenie byłoby najłatwiejsze. Są za to domowe gatunki, kołysanka, bunt nastolatki, wezwanie do przedszkola, wypełnione cudzą robotą tak szczelnie, że żart i chłód przestają być do odróżnienia. Dla kolekcjonerów: matka założycielka rodu śpiewała już na „Powodziankach”, tam jako jeden z portretów. Tu zostaje głową rodziny.
Pierwszy raz ręka zadrżała jej na spuście, nie z sumienia, lecz z mdłości: interweniuje ciało matki, moralność nie. Kołysanka płatnej zabójczyni dla dziecka, które nosi w brzuchu: zwrotki w rytmie ballady kryminalnej, łamane na końcu w trzy krótkie wersy jak strzał, refren zdrobniały i ciepły, w którego tempie dokręca się tłumik. Macierzyństwo niczego tu nie łagodzi; jest kolejnym narzędziem w zestawie, i to najskuteczniejszym, bo ostatnim, co widzą jej mężczyźni, jest brzuch. Jedną zwrotkę zostawiamy słuchaczowi, bo to najlepsza niespodzianka tekstu.
nucę ci Mozarta / dokręcając tłumik
Monolog nastolatki słowo w słowo: tajemnice przed matką, grzebanie w jej papierach, serduszka przy zdjęciach przystojniaków, lęk, że matka ją zabije. Tyle że mama przynosi pracę do domu w workach, przystojniacy są z jej dokumentów, a każdy idiom w tej piosence jest dosłowny. Najzimniejsze jest to, że córka nic nie robi, tylko patrzy, a jej pierwsze pożądanie kieruje się do mężczyzn, których matka już załatwiła. Dziedziczy się nie przez naukę, lecz przez to, co uznaje się za normalne. Jest jeszcze coda o kocie. Deser.
bo jakby - rany boskie! / matka mnie zabije!
Trzecie pokolenie mówi z przedszkola, bez głosek, których jeszcze nie umie, a seplenienie jest zapisane konsekwentnie, aż do nazwy broni, która w ustach dziecka brzmi jak zdrobnienie. Rozpad języka jest formą; im słodszy głos, tym pełniejsze dziedzictwo. Dziewczynka świetnie liczy do sześciu, z pamięci rysuje plany pomieszczeń, bardzo kocha nową panią, która się przy niej jąka, a po cukierkach na urodziny nie wpuszczają jej do stołówki. Mama i babcia szepczą po kryjomu, że jej się to przyda. Są dumne.
mama i babcia sepcą w uklyciu / ze mi sie psyda to kiedyś w zyciu