Wszystko w cenie. Prawie.
Bar na plaży, koktajl przez słomkę, białe bikini i inwentarz widoku, w którym archaiczne słowo na talię kobiety stoi obok potocznego słowa na kobietę: tak patrzy męskie oko, które nie wie, w jakim jest rejestrze. Bohater nie zamienia z nią ani zdania przez cały tekst. Animatorka animuje, on patrzy; za poświęcenie uważa zajmowanie leżaka o świcie, a jego pożądanie ma rozkład zajęć, dyscyplinę sportową i dzień tygodnia.
Zwrot jest językowy, nie fabularny: termin z folderu zostaje wzięty dosłownie i okazuje się kłamstwem. Jedyna pozycja, której hotel nie wlicza, to druga osoba. Ten hotel znamy z „Lekko”: Dreptak leżał w nim obok żony. Tu jest bez żony, smutek ten sam. Na singlu oryginał i remix, czyli więcej tej samej piosenki dla bohatera, który nie dostał nawet pocałunku.
Pożądanie ma tu rozkład zajęć: gimnastyka w wodzie w co drugi wtorek, leżak o świcie, bar wieczorem. Refren jest ulotką hotelową odśpiewaną jak pieśń miłosna i dopiero pusty basen pokazuje, że nazwa hotelu nigdy nie obejmowała tego, po co bohater naprawdę przyjechał. Złośliwość tekstu: on nie umie myśleć o kobiecie inaczej niż o usłudze, za którą zapłacił, i nawet smutek wyraża językiem reklamacji. Czułość tekstu: po puencie wraca do refrenu, jakby nic się nie stało.
no skąd tu się wzięłaś / no skąd?
Ten sam tekst rozciągnięty do klubu, bez nowych znaczeń, chyba że za znaczenie uznać mimowolny dowcip wydawniczy: słuchacz dostaje więcej tej samej piosenki, bohater nie dostał nawet pocałunku. Czytanie jak wyżej.
a więc błąkam się bez celu / w tym hotelu, w tym hotelu